| Ukazała się biografia Lady Ryder of Warsaw w języku polskim |
Elżbieta Płoszczyk nie żyje
22 maja zmarła Elżbieta Płoszczyk, jedna z Dziewczynek Sue Ryder z Konstancina. Ela przeżyła 72 lata, zmagając się z wyniszczającą chorobą: silnie postępującym reumatoidalnym zapaleniem stawów.
Była jedną z pierwszych pacjentek Domu Sue Ryder w Konstancinie - oddziale Instytutu Reumatologii. Przeżyła tam ponad 50 lat. Będzie pochowana w rodzinnej miejscowości Cisek, w województwie opolskim.
Poniżej zamieszamy list od Dziewczynek z Konstancina
Kochani Przyjaciele,
kilka dni temu zmarła - Elżbieta Płoszczyk - była jedną z pierwszych pacjentek z postępującym reumatoidalnym zapaleniem stawów w Domu Sue Ryder w Konstancinie - oddziale Instytutu Reumatologii.
Stało się właśnie to, ku czemu wszyscy ostatecznie dążymy. Same widziałyśmy słabnącą Elę. Ta śmierć Eli Ploszczyk nie była czymś tak bardzo niespodziewanym, chociaż zawsze przychodzi nagle i znienacka. Ela od dłuższego czasu czuła się coraz gorzej; stan zapalny całego organizmu spowodowany chorobą dróg oddechowych i serca, a przyłączyła się niewydolność krążeniowa, może dołączyły się nerki, bo na całym organizmie pojawiły się obrzęki, rany. Słabła, bardzo cierpiała i robiła się bezsilna i całkowicie niedołężna. Personel przeraził się ogromnie w środę rano - zlana zimnym potem, słabiutka - ordynator oddziału - pani dr Bownik zdecydowała, by szukać natychmiastowej pomocy szpitalnej. Została zabrana do Szpitala na Wołoską, podłączona do różnorodnej aparatury z tlenem obok. W piątek popołudniu była u niej w szpitalu koleżanka - zmartwiła się jej stanem - Ela juz niewiele mówiła, a od 18 przysypiała bez kontaktu. Zasnęła na zawsze nad ranem - 22.V. BÓG powołał ją we śnie - co jest dla nas ogromnym pocieszeniem, że nie męczyła się w chwili śmierci. Patrzymy z ufnością, że już nie cierpi i nie znosi wszelkich trudów. Dziękujemy Bogu, że mimo tak strasznego cierpienia, miała w sobie ogromną chęć życia i zawsze starała się robić wszystko, by zachować sprawność, nie być ciężarem dla innych. Niejednokrotnie była przykładem dla personelu i dla nas poddających się wszelkim przeciwnościom i słabościom. Ten jej upór i starania Bóg nagrodził ja długim życiem - za miesiąc skończyłaby 72 lata- co w jej przypadku jest wyjątkowe i niewiarygodne - zachorowała w bardzo wczesnym dzieciństwie, będąc cały czas doświadczana na bardzo różne sposoby. Wielokrotnie wydawało się, że to koniec, a jednak przeżyła wiele i szła do przodu. Podnosiła się i walczyła -starała się bardzo, by żyć. Dzięki Bogu.
Niech BÓG w Swoim Miłosierdziu przyjmie ją do Swojej Chwały i pozwoli jej radować się ze świętymi.
Eli siostrzenica Monika ( jedyna osoba z jej rodziny - pozostająca przy życiu) będzie organizowała pogrzeb - ale są wyjątkowe okoliczności - Kędzierzyn Koźle, skąd pochodzi, jest zatopiony, więc wczoraj odbyła się kremacja tu w Wyszkowie - będzie wygodniej i łatwiej.
My ze swojej strony trwamy na modlitwie, ale dzięki Księdzu będziemy mieć specjalną mszę świętą w najbliższą sobotę w jej intencji. Zapraszamy przyjaciół, bliskich i znajomych do wspólnej modlitwy za nasza kolejna, serdeczna koleżankę, która poprzedziła nas w drodze do Domu Ojca. Niech ona już oręduje w Niebie.
Takie życie - ale przyjmujemy to z wiara i silną nadzieja, że jest jej dobrze. Serdecznie pozdrawiam od nas wszystkich.
Serdecznie dziękujemy Księdzu Piotrowi, że przyjedzie z Lublina do nas w sobotę 29 maja, aby odprawić nam msze św. za nasza śp. Elę. Zapraszamy wszystkich do wspólnej modlitwy w sobotę o 16:30 w naszej kaplicy.
Z wdzięcznością.
Michasia i Koleżanki
Dear Friends,
We are sorry to tell you that our friend - Elżbieta Płoszczyk died a few days ago. She was one of the first patients with progressive rheumatoid arthritis at the Sue Ryder Home in Konstancin - the Ward of the Institute of Rheumatology. We had been watching weakening Ela for a long time. Ela's death wasn't so unexpected, but came too early, suddenly and unexpectedly. She had felt worse and worse. As well as the inflammation of her whole body caused by lung and heart diseases she also had circulatory and kidney failure. Her body become swollen. She became weak and suffered much being helpless and unable to do anything. On Wednesday morning 19th May on seeing her very weak, wet with cold sweat the staff decided to send her to hospital for treatment in Warsaw. There she was connected to various devices having the oxygen next to her. A friend of ours visited her on Friday afternoon. Then Ela didn't have enough strength to speak to her and started to doze off. She peacefully passed away that night while sleeping, which is a great consolation for us that she didn't suffer at the time of her death. It was 22nd May 2010.
We are convinced that she no longer suffers and does not endure any hardships being at peace. Thanks to God, despite the terrible suffering and disabilities she had a great desire to live and she always tried to do everything to maintain mobility, efficiency and not to be a burden to others. She often set an example for the staff and us who easily give up whenever coming across all adversities and hardship. God rewarded her efforts and determination with a long life and great possibilities of being here at the Sue Ryder Home.
In a month she would celebrate her 72nd birthday, which in her situation is unique and unbelievable as she fell ill in a very early childhood having had many challenging experiences. It seemed that many times she almost died, however she overcame it and survived to be stronger and determined to carry on.
Ela?s niece Monika ( the only person from her family ) has been organizing the funeral - but there are exceptional circumstances. Cisek where she came from and the cemetery are flooded. The cremation was held not far from Warsaw but she hasn't been buried yet.
We keep her in our prayers and thoughts having holy masses in our chapel. We would like to thank the Lord for letting us know each other and share joys and sorrows for many years.
If she hadn't had an opportunity to stay here, she wouldn't have had proper medical and nursing care. It must be remembered it was very important she had the company of her friends which she valued and made her much stronger. Moreover, she was able to gain some knowledge, qualifications and friendships.
She always appreciated living here and having the help and support from devoted people, Sue Ryder and the Sue Ryder Foundations.
May Merciful God take her to His Glory and let her rejoice with the saints.
May now she intercede for in Heaven.
Michasia and Friends at the Sue Ryder Home in Konstancin


